Kliknij tutaj --> 🕛 nie kocham już swojego męża
5 648. Miasto. SZCZECIN. 2 Luty 2009. #5. warto spróbować wszystkiego i ratować jeżeli oboje tego chcecie ale jeżeli dojdziesz do wniosku że naprawdę go nie kochasz i nie potrafisz już z nim żyć pod jednym dachem to się rozstańcie bo awantury rękoczyny i wzajemna niechęć to najgorsze co możecie sobie i dziecku zafundować
Tłumaczenia w kontekście hasła "że nie kocham" z polskiego na francuski od Reverso Context: że cię nie kocham
Loki online. Chyba kocham swoją żonę (2007) - Brenda zaniedbuje swojego męża, poświęcając cały czas na karierę i dzieci. Jej mąż Richard nie widzi w tym problemu i nic mu nie przeszkadza, aż do momentu kiedy
Kilka lat wcześniej, z powodu licznych zdrad, zostawiła go żona. On sam unikał kobiet stabilnych, które potrzebują zbudować dom i rodzinę. Bał się odpowiedzialności. M. była idealna, bo rodzinę już miała. Od swojego kochanka oczekiwała silnych emocji i zabawy, a to potrafił jej dać.
Witam.zadaje sobie pytanie czy kocham swojego męża,ktory traktuje mnie bardzo jak współlokatorkę niż żonę.czuje się samotna.Jedyna radość to 9mc córeczka,gdyby nie ona nie wiem czy bylibyśmy razem.Rizmiwt nie pomagają bo twierdzi że jest sobą i się zmieniać nie ma zamiaru.Terapia też nie wchodzi w grę.Nie rozmawia o
Rencontres À Elizabethtown Bande Annonce Vf. Data utworzenia: 18 lutego 2022, 6:16. Są razem już 34 lata. I choć Mariola Bojarska-Ferenc ( l.) i Ryszard tworzą udane małżeństwo, słynna trenerka fitness znana z wielu programów w TVP zdradza nam, że zamiast mówienia o miłości woli czyny. By pokazać swoje uczucia, chętnie mężowi coś upichci, albo wyprasuje koszulę. Jak wygląda jej związek? Mariola Bojarska-Ferenc Foto: Tedi / W 2022 roku mija 31 lat od ślubu Marioli Bojarskiej-Ferenc. Mało kto wie, ale gwiazda w przypływie złości pozbyła się swojego czasu pierścionka zaręczynowego. – W naszym małżeństwie nie brakuje emocji od samego początku. Swój temperament włoski pokazałam już wtedy, gdy po ślubie przeprowadziłam się na jakiś czas do Poznania, gdzie mieszkał mąż. Proszę sobie wyobrazić, że trzy tygodnie po ślubie wkurzyłam się na męża przeogromnie. Byliśmy wtedy na eleganckim przyjęciu. Byłam tak zazdrosna o jego długą rozmowę z inną kobietą, że bez zastanowienia rzuciłam pierścionkiem zaręczynowym w tłum i wyszłam. Niestety ktoś go ukradł, nie odzyskaliśmy go – mówiła Faktowi w 2020 roku Bojarska-Ferenc. Mariola Bojarska-Ferenc zdradza sekrety swojej miłości – Gesty są ważniejsze niż słowa. Je zdecydowanie tak wolę. Ludzie często zapewniają się o miłości, ale potem nic za tym nie idzie. To musi być straszne - opowiada nam Mariola, która po tylu latach z ukochanym Ryszardem ma wiele refleksji. – Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że kocham męża nie za coś, a pomimo. Kiedy się jest razem tak długo to się wie, że bywa tęczowo, ale jest też szaro i czarno. Sztuką jest przejść przez te wszystkie kolory życia, bez zadraśnięcia tego co najmocniejsze i być dalej ze sobą i się kochać - stwierdza trenerka, dla której miłość to przede wszystkim partnerstwo, wspólne pomaganie sobie i dbanie o siebie. Jak Mariola Bojarska-Ferenc okazuje uczucia? Według Marioli Bojarskiej-Ferenc słowo "kocham cię" jest zbyt ulotne. – Nie lubię bez sensu mówić mężowi, że go kocham, bo samo słowo dla mnie nic nie znaczy. Ja czuję miłość męża, gdy jestem chora i on opiekuje się mną, robi mi śniadanie do łóżka czy herbatę. Czuję się też kochana, gdy kupuje mi moje ukochane białe kwiaty, bo wtedy wiem, że zna mnie doskonale i wie, że małymi gestami może sprawić mi przyjemność - opowiada i dodaje. - To więcej wyraża niż słowa "kocham cię". Mąż też czuje się kochany, jak wyprasuję mu koszule czy zadbam o dom, ugotuję obiad - kwituje Mariolka. Przeczytaj również: Mariola Bojarska-Ferenc o operacjach plastycznych. Czy wkrótce się na nie zdecyduje? Mariola Bojarska-Ferenc boi się wrócić na siłownię. Poleca ćwiczenia z butelkami Mariola Bojarska-Ferenc o stracie pracy. „Brutalnie ze mnie zrezygnowali" /8 Tedi / Mariola Bojarska-Ferenc opowiedziała Faktowi o miłości. /8 @mariola_bojarska_ferenc / Instagram Mariola Bojarska-Ferenc zna męża już 34 lata. /8 @mariola_bojarska_ferenc / Instagram W 2022 roku Mariola Bojarska-Ferenc będzie obchodziła 31. rocznicę ślubu. /8 - / Kapif Mariola Bojarska-Ferenc lubi gotować dla męża. /8 Aleksander Majdański / Mariola Bojarska-Ferenc dab by jej mąż miał w szafie zawsze wyprasowane koszule. /8 Aleksander Majdański / Mariola Bojarska-Ferenc nie lubi mówić mężowi słów „kocham cię". /8 Aleksander Majdański / Mariola Bojarska-Ferenc uważa, że czyny są ważniejsze od słów. /8 Tedi / Mariola Bojarska-Ferenc nie ukrywa, że jest dziś w szczęśliwym małżeństwie. Masz ciekawy temat? Napisz do nas list! Chcesz, żebyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas! Listy od czytelników już wielokrotnie nas zainspirowały, a na ich podstawie powstały liczne teksty. Wiele listów publikujemy w całości. Wszystkie historie znajdziecie tutaj. Napisz list do redakcji: List do redakcji Podziel się tym artykułem:
Jesteśmy ze sobą ponad 10 lat od 5ciu jesteśmy małżeństwem i mamy dwie wspaniałe córki. Radzimy sobie sami, moja mama mieszka daleko a tesciowa… No cóż. Dojdziemy do tego. I mąż bezapelacyjnie jest wspaniałym ojcem. Zawsze uchodziliśmy za dość oryginalną parę. Nigdy nie byliśmy związkiem cukierkowym. Potrafiliśmy być razem i być osobno. Każdy z nas potrzebował swojej przestrzeni i wykorzystywał ją wg swoich potrzeb. Kiedy chciałam wychodziła z przyjaciółkami na miasto i szalalam na parkiecie popijać drinki. Po prostu potrzebowałam się wyszumieć. Nigdy go nie zdradziłam, nigdy nie rozgadalam się za innym, po prostu musiałam odreagować ciężki tydzień i poplotkowac. On też mial swój czas. Nigdy się o to nie klocilismy, zawsze to było z szacunkiem dla drugiej osoby. Oboje mamy wybuchowy charakter i w kłótni się szczedzilismy sobie przykrych słów. Godzilismy się też z hukiem. Potem ślub, ciąża, druga, trzecia. Przy trzeciej zaczeslimy się kłócic, przestało się układać. I nie chodziło tu u dzieci, że jednak mniej czasu czy coś. Rodzicielstwo nas nie męczyło, seks rowniez był ok. Fakt, może czasem brakowalo wyjścia we dwoje, ale zdawalismy sobie z tego sprawę, że inaczej nie będzie… Mimo to, miałam wrażenie, że coś się zmieniło między nami. Mimo, że nie mogę złego słowa powiedzieć o nim jako ojcu, coraz częściej jednak tracił w moich oczach jako mąż. Klocilismy się też o jego rodzinę. Nigdy nie byłam ich ulubienica, raczej teściowa do dzisiaj rzuca w moja podobizne lotkami. Nie chciala, żeby się zenil, załamana była już w dniu, kiedy wspólnie zamieszkalismy. Nigdy nie miałyśmy otwartej wojny a, w towarzystwie zawsze się do siebie usmiechalysmy. Kiedy dowiedziała się, że poronilam pierwsza ciaze wzięła mnie na bok i stwierdziła, że dlatego, że jestem za chuda. I to moja wina. Przemilczalam. Cały czas próbowałam dawać szanse i myślalam, że zmieni to się kiedy urodziłam nasze dzieci, ale nic to nie zmieniło. Nigdy do mnie nie zadzwoniła, nie przyjechała do dzieci i nie mają żadnego kontaktu. Tylko jak wypadają jakieś święta, ale nawet wtedy jestem traktowana jak powietrze i zwraca się tylko do męża, nawet z pytaniem co pijemy. Wielokrotnie zwracałam uwagę na to mężowi, ale bez rezultatu. Raz nawet z nią rozmawiał, ale stwierdził, że ona problemu nie widzi i to ja robię zamieszanie. I ostatecznie stoi po jej stronie. Do tego jego praca. Ma dobra, ale wiaze się ze stresem. I coraz częściej odbija się to na mnie. Zaczął przeklinać, dużo. Nawet przy naszych córeczkach. Nie ma już hamulców. Do tego zaczął się do mnie brzydko zwracać, nie używa wulgaryzmów, ale te słowa są dla mnie obraźliwe. Czasem nawet w złości używa okreslen typu: idiotka. Jeszcze na początku walczyłam, potem mi się odechciało. Przestałam zawracać uwagę: niech sobie gada na zdrowie. Jak mam zły dzień, krzyczę,, odwdzięczam się tym samym. Każe się pakować i wracać skąd przyszedł. Jak emocje opadna, przeprosi i dajemy sobie “ostatnia” szansę. I tak w kółko od ponad roku. Wbrew pozorom maz jest fajnym facetem. Jest przystojny, wysportowany, z poczuciem humoru, ma dobra prace, ale coś pękło i się skończyło. Mam wrażenie, że już zyjemy jak dobrzy kumple. Seks się zdarzy, ale bez fajerwerków. Niby mam ochotę, ale mam wrazenie, że chodzi bardziej o to, żeby to on sobie “spuścił z krzyża”. Orgazm może w przeciągu tego roku mialam raz, może dwa razy. Już mój elektryczny przyjaciel potrafi dostarczyć mi większa satysfakcję seksulna. Do tego mam wrażenie, że ze wszystkim zostałam sama. W wielu kwestiach decyzję podejmuje sama, on tylko słucha i nic do powiedzenia nie ma. Stracił w moich oczach jako partner, tego partnerstwa już nie ma. Mam wrażenie, że robię za dwóch w tym małżeństwie. Często się mijamy, ale nikomu to nie przeszkadza a czasem wręcz paradoksalnie leżymy na sobie i oglądamy film. I tyle. Wielokrotnie rozmawiałam z nim na temat rozwodu. Nie da mi. Mamy dzieci, one je kocha i chce być blisko. Mamy być rodzina że względu na dzieci. Ja tego nie chce. Jestem młoda i chce być szczęsliwa, po prostu. Nie widze przyszłości dla nas… Lubię go i też nie chciałabym iść na wojenna ścieżkę. Ale widzę już sposobu na ratowanie tego. I jestem zmęczona i przestało mi zależeć. Kiedyś powiedział, że zdrady tylko nie wybaczy. Nie chciałabym sięgać po tego typu rozwiązania.
Malu, to smutne, co piszesz. Może to tylko przejściowy stan? Przecież musieliście przeżyć razem coś pięknego, skoro jesteście teraz małżeństwem. Piszesz, że mąż ma ciężką sytuację w pracy, wydaje mi się, że powinnaś Go wspierać, po to też jesteś z nim, jeśli choć trochę zależy Ci na tym związku, ratuj to, co pozostało, nie popadaj w obojętność - bo ona potrafi zabić najpiękniejsze związki. Piszesz, że przestałaś tęsknić, że nie zależy Ci na tym, kiedy On wróci z pracy, boisz się. Malu, nie bój się, tylko przemyśl na spokojnie na czym Ci zależy, i co jest ważne w Twoim życiu, jeśli choć trochę liczycie się jeszcze Wy, to ratuj to co jest do uratowania. Pozdrawiam i życzę uśmiechu na ustach i w sercu. --------------------Maga mama Weroniczki ( i Kingusi (
#1 Cari81 Nowy uczestnik Użytkownik 2 postów Imię:Karolina @Przywołaj Napisano 18 kwiecień 2022 - 12:21 Witajcie. Nie potrafię rozmawiać o moim problemie...nie kocham męża... tkwię w tym chorym związku bo poprostu nie mam gdzie iść...nie mam odwagi na krok aby było mi lepiej😥 Mam depresję...cały czas płaczę i nie chcę mi się żyć 😭 Tawak lubi to Do góry #2 Willow47 Willow47 Zadomowiony Junior Admin 10176 postów Imię:Willow Płeć:Kobieta Lokalizacja:Skąd Inąd @Przywołaj Napisano 18 kwiecień 2022 - 12:41 Witaj, jakie to smutne co piszesz......i niestety bardzo częste w związkach....rozmawiasz z mężem o waszych relacjach? o uczuciach? o pragnieniach? Odwaga to panowanie nad strachem a nie jego brak Do góry #3 Cari81 Cari81 Nowy uczestnik Użytkownik 2 postów Imię:Karolina @Przywołaj Napisano 18 kwiecień 2022 - 12:52 Witaj, jakie to smutne co piszesz......i niestety bardzo częste w związkach....rozmawiasz z mężem o waszych relacjach? o uczuciach? o pragnieniach?Niestety nie da się już rozmawiać...on uważa że nie robi mi krzywdy i nie widzi w sobie winy. Ja jestem osobą rodzinną...mam dzieci...córka jest już dorosła ale syn ma 12 lat i niestety mąż nie toleruję go wogole. To jest mój drugi mąż...nie mamy dzieci wspólnych...były mąż jest za granicą...ma żonę dzieci wspólne i to tak strasznie boli...że jest szczęśliwy...a ja...byłam strasznie szczęśliwa jak poznałam obecnego męża...jak był kochany przez pierwsze lata...niestety doszly duże problemy finansowe...być może to jest dużą przyczyną tego jaki teraz jest...ale jeśli ktoś kogoś kocha powinien to z nim przejść...ale wiem że on nie potrafi...moje dzieci cierpią... nienawidzą go a ja tkwię w tym po uszy ...nie mam gdzie iść bo wszystko będąc z nim sprzedałam...myślałam że chwyciłam pana boga za rogi...😭😭😭 Do góry #4 anche anche anche Moderator 6114 postów Płeć:Kobieta @Przywołaj Napisano 18 kwiecień 2022 - 13:57 Jest coś takiego jak terapia par. Żeby miało to sens musisz się otworzyć z tym jak się czujesz, wysłuchać jego jak się czuję i wspólnie zastanowić czy macie gotowosc coś zmienić czy będziecie patrzeć jak się wali dalej. Ważne by w trakcie rozmowy nie szukać winnych, bo jeśli jesteście w tym oboje to oboje winni jesteście. Pytanie też o to czy masz szczerość sama przed sobą, czy w ogóle go kochałaś czy kochałaś być uszczęśliwianą, nie być samotną, pokazać że nie wyszło z jednym, ale masz drugiego faceta, poczucie, że utarlas ex-mężowi nosa czy nie był też takim wyborem "bo nie wiedziałam gdzie iść, bo przyzwyczaiłam się do posiadania męża". To może być trudne na to sobie odpowiedzieć, bo jako ludzie lubimy komfortowe rozwiązania, ugłaskać strachy wybierając coś co ma nam dać iluzje bezpieczeństwa, ale oparte na strachu wybory nigdy nie będą prawdziwymi, zdrowymi i niosącymi szczęście. Willow47 lubi to Linia Wsparcia (24h) 800 70 2222 Kryzysowy Telefon Zaufania (pon-pt, 14-22) 116 123 ITAKA centrum wsparcia dla osób w stanie kryzysu psychicznego (24h) 22 484 88 01 ITAKA antydepresyjny telefon zaufania (pon i czw, 17-20) 22 484 88 01 Telefon Zaufania Uzależnienia Behawioralne 801 889 880 (codziennie, 17-22 opłata tylko za pierwszą minutę) Do góry #5 Willow47 Willow47 Zadomowiony Junior Admin 10176 postów Imię:Willow Płeć:Kobieta Lokalizacja:Skąd Inąd @Przywołaj Napisano 18 kwiecień 2022 - 14:17 Podpisuję się pod tym co napisała @anche. Rzeczowo i w punkt. Może się zdarzyć, że mąż nie zechce terapii, uważając, że nie jest wam czy konkretnie jemu potrzebna. Wtedy trzeba pomyśleć o sobie. Poszukać terapii indywidualnej, grupowej, w odpowiednim nurcie i zatroszczyć się o siebie. Tak jak w samolocie. Najpierw nakładamy maskę sobie ( w razie nieprzewidzianych zdarzeń ). Jak już poznasz siebie na tyle, by zrozumieć co jest najważniejsze na tu i teraz, dokonasz właściwych wyborów. I niekoniecznie będzie to rozwód, relacje da się naprawić. Trzeba nad tym mocno pracować, starać się każdego dnia. A jeśli się nie uda, bo i tak może być, będziesz wiedziała co się zadziało i dlaczego. Finanse w małżeństwie to sprawa wspólna. I nikt nikomu nie powinien grozić zabraniem wszystkiego w razie rozwodu. Chyba, że macie rozdzielność, wtedy każde z was dysponuje swoim majątkiem. Odwaga to panowanie nad strachem a nie jego brak Do góry #6 Tawak Tawak blackpill Bywalec 1899 postów Płeć:Mężczyzna Lokalizacja:Warszawa @Przywołaj Napisano 19 kwiecień 2022 - 00:45 Ramakandra trafnie zauważa w filmie "Matrix rewolucje", że miłość to tylko słowo. Jako program stwierdza, że kocha swoją córkę Sati. Miłość rodzicielska istnieje, bo przecież rodzice poświęcają swe życie, ratując dzieci. Prawdopodobnie istnieją też jakieś emocjonalne więzi homoerotyczne. A co do tej rzekomej miłości samca i samicy, o to już bardzo wątpliwe. Ja tego nie zauważyłem i każde wyznanie miłości radzę uważać z coś podejrzanego. To przecież efekt reakcji chemicznych, a przy doborze partnera ludzie kierują się w pierwszej kolejności węchem, jak wszystkie lądowe ssaki. A być może jak kierowały się tym i inne lądowe synapsydy. Tego się nigdy nie dowiemy. Użytkownik Tawak edytował ten post 19 kwiecień 2022 - 00:50 Do góry
fot. Adobe Stock, carballo Pochodzę z małej miejscowości w zachodniej Polsce. Może nie jest piękna i nie ma wielowiekowych tradycji, ale to moje miejsce na ziemi. Tu się urodziłam, wychowałam, przeżyłam pierwszą miłość i pierwszą głęboką rozpacz. Z tym miejscem wiążą się moje wspomnienia, zarówno te dobre, które dodają mi skrzydeł, jak i te trudne, które są balastem u moich nóg... Mateusz – moja pierwsza wielka miłość – był przystojny, z głową pełną marzeń, a ja byłam zapatrzoną w niego dziewczyną. Czytaliśmy wiersze, marzyliśmy o locie w kosmos, szczęśliwej ludzkości, międzyludzkim braterstwie i wspólnym domu za miasteczkiem, który zbudujemy na szerokim cyplu wchodzącym łagodnym łukiem w wody pobliskiego jeziora. Kiedy okazało się, że jestem w ciąży, marzenia się skończyły. On przestraszył się, że nie poleci w kosmos i nie stać go będzie na budowę wymarzonej willi nad jeziorem. Zostawił mnie i wyjechał do Niemiec. Wszyscy w miasteczku odwrócili się ode mnie, prócz mojej mamy. Ona wspierała mnie w walce z codziennością pełną obmowy, wytykania palcem, wypychania z kościoła do sieni i pogardliwych spojrzeń ludzi, którym Bóg nakazywał kochać bliźniego swego, jak siebie samego. Wytrzymałam, uodporniłam na ból Chociaż wychowywałam samotnie dziecko, podjęłam przerwaną naukę. Zdałam maturę. Dostałam pracę w urzędzie gminy. Po kilku latach otrzymałam przydział na mieszkanie w bloku osiedla wybudowanego przez pobliską jednostkę wojskową. Słowem – wychodziłam na prostą... Pewnej soboty moja córeczka bawiła się na podwórku. Ja w tym czasie przygotowywałam obiad. Może radio było nastawione zbyt głośno, albo też zbyt mocno się zamyśliłam… w każdym razie nie usłyszałam płaczu Jowity, która skaleczyła się w piaskownicy o rozbitą butelkę. Do rzeczywistości przywołał mnie dzwonek do drzwi. Pobiegłam otworzyć. W progu stał jakiś wojskowy z moją zapłakaną córeczką na rękach. Jak się okazało, noga Jowity była już przez niego opatrzona. Zaprosiłam mężczyznę na kawę. Zrobiłam to ze zwykłej wdzięczności. Dopiero wtedy dowiedziałam się, że znamy się od lat. A raczej to on zna mnie. Ma na imię Marian. Wychowaliśmy się na sąsiednich podwórkach i on stale wodził za mną oczyma. Po maturze zdał do Wojskowej Akademii Technicznej i przed rokiem wrócił do miasteczka, obejmując jakąś funkcję dowódczą w pobliskiej jednostce. – Nadal mi się podobasz – wypalił. – Na szczęście nie jestem już tak nieśmiały jak kiedyś i mogę ci to wreszcie powiedzieć. Potem oświadczył, że wie, iż samotnie wychowuję dziecko. Nim wyszedł, nieoczekiwanie zatrzymał się w progu, spojrzał mi w oczy i zapytał: – Nadal go kochasz? – Kogo? – nie zrozumiałam. – Ojca Jowity. Po chwili wahania pokręciłam przecząco głową. Marian wyszedł, a ja już wieczorem o nim zapomniałam. No cóż, niski i brzydki mężczyzna chyba nigdy nie zapadnie w pamięć żadnej kobiecie. Czyż ze mną mogło być inaczej? Ale on nie zapomniał. Pół roku później szliśmy już razem do ołtarza, a on kurczowo trzymał mnie za rękę. Żebym nie uciekła, bo wiedział, że go nie kochałam. Wciąż mu to powtarzałam, gdy przychodził do mnie z kwiatami. – Szkoda twoich starań – mówiłam. – Nie jesteśmy sobie pisani. Ale on mnie nie słuchał. Dlaczego więc zgodziłam się wyjść za niego za mąż? Kobiecie potrzebny jest mężczyzna, który co niedziela staje obok niej w kościele – zwłaszcza w małym miasteczku takim jak nasze. Kobieta musi czuć się bezpieczna i… kochana. Taka jest już nasza natura. No i najważniejsze. Marian miał bardzo dobrą oficerską pensję, a ja ledwo wiązałam koniec z dzień przed ślubem poprosiłam mamę o chwilę rozmowy. – Mamo, ja go nie kocham – powiedziałam smutno. – Wiem i podziwiam cię za to, co robisz. Poza tym, moja droga, miłości nie włożysz do garnka. – Myślałam, że moje życie potoczy się zupełnie inaczej. – Ja kiedyś powiedziałam to samo. I założę się, że takich kobiet jak my, jest więcej. Córeczko – przytuliła mnie mocno i wyszeptała: – To koniec marzeń o księciu na białym koniu, który nigdy nie przyjechał i nie przyjedzie. Ale zapewniam cię, że twoje życie nie musi być szare i smutne. Wszystko zależy od ciebie. Tak więc zostałam żoną, wierną, spokojną Marian traktował Jowitę jak własną córkę. Rok później przyszedł na świat Piotr. Dwa lata później – Paweł. Mąż został zastępcą dowódcy jednostki. Stałam się w miasteczku szanowaną osobą. Podobało mi się to. Cały czas jednak coś mnie uwierało w naszym związku. Mąż patrzył na mnie zakochanymi oczyma, a ja uśmiechałam się do niego, nie chcąc ranić jego uczuć. Grałam rolę żony, która również kocha swojego męża. Z czasem przywykłam do tego kłamstwa. Nawet pewnego dnia, na jego wyznanie, odpowiedziałam, że… też kocham. Zobaczyłam ogromne szczęście w jego oczach. Minęło wiele lat. Pewnego dnia, gdy szłam ulicą, nieoczekiwanie zatrzymał się przy mnie biały mercedes. To był ten biały rumak, na którego tak długo czekałam. W środku siedział Mateusz. Zobaczyłam swoją dawną miłość i serce zabiło mi mocniej. Wysiadł i zaczęliśmy rozmawiać. Właściwie to on mówił, a ja czerwieniłam się, to znów bladłam na twarzy. Mateusz przepraszał, że wtedy wyjechał. Przestraszył się, ale teraz wydoroślał. Jest bardzo bogaty. Był dwukrotnie żonaty, ale cały czas myślał tylko o mnie. – Nasza córka musi być już dorosła. Chciałbym ją poznać – mówił tak szybko, jakby chciał zasypać słowami dzielącą nas wieloletnią przepaść. – Zbuduję dla nas wymarzony dom, ten na cyplu... Otworzył przede mną drzwi mercedesa. Na siedzeniu leżał bukiet czerwonych róż. I spojrzał na mnie, dając mi wreszcie szansę, by dojść do słowa. A ja? Przez moment pragnęłam rzucić mu się w ramiona, wsiąść do auta, zatrzasnąć za sobą drzwi i lecieć z nim w kosmos. Na chwilę znów stałam się tamtą zakochaną dziewczyną pełną marzeń, które właśnie się spełniały... A potem przed oczami stanął mi mąż, który przez tyle lat trwał przy mnie niczym opoka, wstawał w nocy, gdy dzieci płakały, biegł do ośrodka zdrowia, gdy któreś zachorowało. Był przy mnie i kochał tak mocno, jak tylko potrafił. – Jeszcze możemy być ze sobą szczęśliwi – usłyszałam głos Mateusza. – Ja jestem szczęśliwa – odparłam. Zrozumiałam, że miłość ma wiele twarzy: tę rozsądną i tę szaloną; marzycielską i pełną determinacji w pokonywaniu trudów dnia codziennego. Moja miłość do Mariana jest zwykła, szara, codzienna. Ale już wiem, że to miłość. Prawdziwa. I tylko taka jest najpiękniejsza. Czytaj także:„Przyszłam do kontrahenta podpisać umowę handlową, ale on chciał czegoś więcej. Przechytrzyłam dziada i dopięłam swego”„Rodzina traktowała dom mamy jak darmowy hotel. Z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach, teraz to wiemy”„Kilka tanich bajerów wystarczało, żeby upolować kobiece serce. Żyłem jak pączek w maśle, aż trafiła kosa na kamień”
nie kocham już swojego męża